Nissan Leaf I – raport z eksploatacji w sezonie jesienno-zimowo-wiosennym

Z Nissanem Leafem zetknąłem się pierwszy raz w czerwcu  2012 roku kiedy to otrzymałem do testu egzemplarz zarejestrowany w Hiszpanii. Auto gościło w naszym kraju za sprawą Nissan Polska zanim pojawiło się u nas w sprzedaży. Powstał wówczas materiał wideo o pierwszych wrażeniach z jazdy Leafem, a w nim zabawna scena na stacji benzynowej, gdy obsuga bezskutecznie szuka wlewu paliwa :) https://www.youtube.com/watch?v=sr9xuNPggJ8&t=16s

Dzięki uprzejmości Pana Grzegorza Olchawskiego - prezesa firmy Go+EAuto mam znów okazję jeździć Leafem pierwszej generacji z 2015 roku. Zostal on sprowadzony z USA jako bezwypadkowy i posiada pakiet akumulatorów 24 kWh. Wyświetlacz z funkcją kamery cofania ma nieco mniejszą przekątną niż wersje z nawigacją, ale za to podgrzewane są wszystkie siedzenia (także tylna kanapa) oraz kierownica. Świetne dodatki, jak na nasz klimat! Mnie osobiście podobała się jasna kolorystyka wnętrza pierwszej serii Leafów, ale zdaję sobie sprawę, że czarna, materialowa tapicerka wersji obecnie może się podobać i być praktyczniejsza.

O kolorach nie będziemy dyskutować, ale pozwolę sobie nadmienić, że biały kolor lakieru, jak zauważyłem podczas jesiennej słoty, zbyt praktyczny nie jest. Nie ma to jak auto w srebrnym kolorze – żeby wyglądało na brudne trzeba się nieźle postarać.

Nissanem poruszam się na stałej trasie w mieście. Pokonuję odległość prawie 20 km. Po obydwóch stronach dystansu mam do dyspozycji punkty ładowania (gniazdko 230V w garażu w Łomiankach i słupek podłączony do 400V w Centrum Samochodów Elektrycznych przy ulicy Towarowej 33w W-wie). Tak więc dopóki trzymam się wyznaczonej marszruty nie grozi mi stres związany z obserwowaniem spadającego często niewspółmiernie do pokonanego dystansu zasięgu. Ale o tym napiszę szczegółowo w kolejnych odcinkach omawiając zasięgi i ładowanie.

A więc moim udziałem jest czysta radość z jeżdżenia EV – cisza, rewelacyjne przyśpieszenie od startu, satysfakcja z niezanieczyszczania środowiska w miejscu eksploatacji. Są też nowe przywileje dla użytkowników aut na prąd: jazda buspasami i darmowe parkowanie. Nie mam jeszcze na szybie naklejki identyfikującej pojazd elektryczny. Ale nikt dotąd nie wpadł na pomysł karania mnie za omijanie parkometrów. Wiem, że inni kierowcy Leafów mają mniej szczęścia w Warszawie. 

W czasie jazdy używam cały czas trybu „eco” (mniejsza czułość pedału gazu) i dodatkowo czasem „B” (wzmożony odzysk energii, a w efekcie auto przyhamowuje po zdjęciu nogi z pedału gazu). A propos hamowania zdecydowanie jestem niezadowolony z hamulca ręcznego/nożnego w Nissanie: zaciąga się go dodatkowym pedałem. Gorzej, że zwalnianie wymaga „wymacania” i mocnego naciśniecia go lewą kończyną. Jest to uciążliwe szczególnie po zmroku. We wnętrzu auta jest dosyć ciemno z resztą oświetlenia przestrzeni z pedałami po prostu brak. Nie są też oświetlone przyciski otwierania trzech szyb (manipulator do szyby kierowcy jest na szczęście podświetlony).  W wielu nieco droższych samochodach dla wygody i bezpieczeństwa, zamknięte centralnym zamkiem auto zawsze można otworzyć z wnętrza ciągnąc po prostu za klamkę drzwi. Gdy wysadzamy pasażerów z Leafa kierowca musi wymacać nieoświetlony przycisk zwalniajacy blokadę drzwi albo pasażerowie sami muszą użyć także nieoświetlonego przycisku przy klamce. Odnośnie oświetlenia zewnętrznego może nieco dziwić, ze w 2015 roku Nissan nie montował w zaawansowanym technologicznie Leafie seryjnie oświetlenia dziennego, które oszczędzałoby cenną energię.

Wszystkie włączniki rozmieszczone są i działają bez zarzutu, jak to na wszystkie „Japończyki” przystało niezależnie, czy mamy do czynienie z autem spalinowym, hybrydowym, czy elektrycznym. 

Na pochwałę zasługuje także bagażnik szczególnie jak na auto elektryczne skonstruowane już dekadę temu. Ma on co prawda dosyć oryginalny kształt (po podłodze) ale jest całkiem pojemny dzięki swojej głębokości. Miałem potrzebę przewiezienia starszej osoby, która korzysta z wózka inwalidzkiego składanego, tak że koła zbliżają się do siebie, ale reszta pozostaje niezmieniona – sterczą rączki, wystają przednie koła. Wożąc ten sam wózek w aucie kombi układałem go płasko zawsze przez dłuższą chwilę, aby móc domknąć klapę. Ku mojemu zdziwieniu wózek znakomicie zmieścił się do bagażnika Laefa w pionie już przy pierwszej próbie. Otwór załadunkowy w Leafie jest dość duży i regularny, próg załadunku zaś akceptowalnie wysoko.

Przy okazji zajmowania miejsca przez tę samą osobę okazało się, że dzięki szeroko otwierającym się drzwiom i znajdującym się dosyć wysoko siedziskom zarówno przedniego fotela, jak i tylnej kanapy, było to dla tej starszej pani łatwiejsze niż w kilku innych autach osobowych. Wyraziła ona aprobatę dla elektrycznego pojazdu właśnie z powodu jego ergonomiczności, chwaliła też wyprofilowanie siedzeń.

A ja znów będę krytyczny tym razem wobec widoczności z miejsca kierowcy, którą skutecznie ograniczają słupki A. Są szerokie, rozgałęzione i zdarzyło mi się nie zauważyć pieszego. Od razu chcę uspokoić, że nikt przez to moje gapiostwo nie ucierpiał, a od tej pory wychylam głowę w prawo i w lewo zbliżając się do przejścia dla pieszych. W innych autach spotkałem się już z tym problemem, ale są tez pojazdy wolne od tej wady (głównie, o ironio, te starsze pewnie gorzej wypadajace w testach zderzeniowych).

Wracając do prowadzenia Leaf’a w trudniejszych warunkach drogowych kłania się zmienienie opon na zimowe. Dobra przyczepność przydaje się na przykład gdy wciśniemy nieco raptowniej pedału gazu. Przesiadając się ze zwykłego samochodu (no może oprócz aut wybitnie sportowych lub takich, które posiadają wielki moment obrotowy) zaskakuje brak zawahania przy przyspieszaniu. Dodatkowo, o czym można zapomnieć jeżdżąc na zmianę Leaf’em i jakimś nieelektrycznym autem, temu przyspieszaniu nie towarzyszy najmniejszy hałas spod maski. Niby wszyscy to wiemy, niby o tym pamiętamy… . 

Ale w momencie, gdy jakiś palant "wisi nam na zderzaku" i razi biksenonami to co robimy? Wciskamy gaz, zostawiamy palanta w tyle, sprawnie kończymy manewr wyprzedzania i wracamy na prawy pas. Kątem oko rejestrujemy z zaskoczeniem, że licznik pokazał przez moment jakąś dziwnie dużą prędkość. Zaskoczyło to w moim przypadku też kierowcę czarnego BMW, który został odsadzony przez Leaf’a. Zanim zdążył nas dogonić minęła chwila. Niestety w międzyczasie zdołał jednak uruchomić zamontowany w swoim pojeździe wideo rejestrator i gdy już grzecznie i przepisowo jechałem on użył wszystkich możliwych, niebieskich lampek w swoim aucie. Na próżno tłumaczyłem, że w aucie elektrycznym nie słychać ryku silnika i przekroczyłem dozwolona prędkość nieświadomie, a powodem mojego nagłego zrywu były wściekłe reflektory jego auta. Nie miałem na koncie żadnych punktów, więc spokojnie przyjąłem 6 w Mikołajkowym prezencie. Na drobną wpłatę na rzecz naszego biednego Państwa nie narzekam przez wrodzony patriotyzm.  Nie dawno nasza dzielna policja otrzymała pierwszego służbowego Nissana Leaf’a, może dostaną więcej takich aut  i wówczas posmakują uroku aut elektrycznych.   C.D.N. 

Tekst: Marek Pluciński